We współczesnym sporcie coraz większe dochody uzyskiwane są ze sprzedaży wizerunku sportowców. Umieszczanie ich postaci na produktach codziennego użytku może znacząco przyczynić się do wzrostu sprzedaży. Wiedzą to specjaliści od marketingu i dlatego szczególnie chętnie zwracają się o stosowne zezwolenie do sportowców, którzy uprawiają dyscyplinę wywołującą pozytywne skojarzenia z produktem.
Co do zasady, w zakresie negocjowania warunków umowy o wykorzystanie wizerunku obowiązuje zasada swobody umów. Oznacza to, że ostateczne brzmienie umowy zależy przede wszystkim od umiejętności negocjacyjnych i przedstawianych argumentów. W praktyce bardzo ważnym wyjątkiem od tej zasady jest art. 33 Ustawy o sporcie kwalifikowanym (Dz.U. 2005, nr 155, poz. 1298, dalej: usk) [w obecnym stanie prawnym jest to art. 14 ustawy z 25 czerwca 2010 o sporcie (Dz.U. nr 127, poz. 857) - przyp. red.]. Na jego tle doszło już do kilku sporów, w które zaangażowani byli bardzo znani polscy sportowcy.
Zachować twarz
Wspomniany przepis nakazuje udostępnienie związkowi sportowemu wizerunku członka kadry narodowej, jeśli występuje on „w stroju reprezentacji kraju”. W takiej sytuacji określony związek uprawniony jest do wykorzystania tego wizerunku do swoich celów gospodarczych, w zakresie wyznaczonym przez jego własne regulaminy lub regulacje międzynarodowej organizacji sportowej. Innymi słowy, art. 33 usk zdejmuje ze związków sportowych obowiązek uzyskania wyraźnej zgody sportowca na korzystanie z jego wizerunku. Trzeba podkreślić, że jest to przepis dość osobliwy. Dopuszcza on bowiem możliwość dość swobodnego handlowania naszym wizerunkiem, który jest przecież częścią naszej tożsamości. Mało tego, możliwe jest korzystanie z wizerunku kadrowicza bez zezwolenia zainteresowanego również przez podmiot trzeci, np. współpracujący ze związkiem sportowym. Przesądzono o tym w głośnej sprawie dotyczącej wizerunku piłkarza Macieja Żuławskiego wykorzystanego w reklamie Telekomunikacji Polskiej SA.
Orzeczenie, które zapadło na tle sporu Żurawskiego z TP S.A., ignoruje istotę prawa do wizerunku. Choć jest to dość trudna problematyka prawnicza, warto poświęcić jej w tym miejscu chwilę uwagi. Prawo do wizerunku jest uprawnieniem osobistym, które może być w praktyce spieniężone. Zjawisko to nazywa się komercjalizacją dóbr osobistych. W normalnych okolicznościach wykorzystanie wizerunku drugiej osoby wymaga jej dobrowolnej zgody, złożonej w sposób oczywisty i niewątpliwy. Przed wyrażeniem takiej zgody dana osoba winna być dokładnie poinformowana, w jaki sposób jej wizerunek będzie wykorzystany. Łatwo zauważyć, że zawodnik wchodzący w skład kadry narodowej nie jest zupełnie świadomy, w jaki sposób zostanie wykorzystana jego podobizna w koszulce z orzełkiem na piersi. Jednocześnie nie ma on prawa odmówić zgody na takie wykorzystanie, ponieważ jest to warunek wstępu do kadry. Co więcej, nie otrzymuje on żadnej dodatkowej gratyfikacji za wyzbycie się swojego uprawnienia. Można zatem stwierdzić, że zaszczytny przywilej reprezentowania kraju zostaje tym samym okupiony wyzbyciem się części swoich praw.
Związek pod parasolem
Omawiany przepis jest przejawem jednostronności polskiego ustawodawcy. Już podczas prac nad ową regulacją wskazywano, że sprawiedliwszym rozwiązaniem w tym zakresie byłoby dopuszczenie negocjacji pomiędzy związkiem sportowym a zawodnikiem. Niestety, takie stanowisko zostało odrzucone na etapie dalszych prac. Z oficjalnego uzasadnienia do art. 33 usk wynika, że ustawodawca miał świadomość, iż może dochodzić na tym tle do sporów między członkami kadry narodowej a polskimi związkami sportowymi. Dlatego też postanowił rozwiązać sprawę jednym ruchem. Tyle że z niewiadomych przyczyn był to ruch bardzo niekorzystny dla sportowców. Zamiast chronić ich interesy, został roztoczony parasol ochronny nad profesjonalnie działającymi związkami sportowymi. Tym samym sportowcy-kadrowicze zostali odcięci od źródła potencjalnych dodatkowych dochodów związanych z uprawianiem swojej dyscypliny, mimo iż wiadomo, że zdecydowana większość dyscyplin nie przynosi lukratywnych dochodów z tytułu wybitnych osiągnięć. Wciąż bardzo mało jest w Polsce takich sportowców, którzy czerpią na tyle duże korzyści z uprawniania sportu, że mogliby bez większej krzywdy dla swojego statusu majątkowego zrezygnować z ewentualnego dodatkowego dochodu ze sprzedaży wizerunku w narodowym stroju.
Mimo istnienia olbrzymich kontrowersji na tle omawianego przepisu planuje się jego utrzymanie w nowej ustawie regulującej zagadnienia sportu profesjonalnego. Wielka szkoda, że nie podjęto dyskusji na jego temat. Być może w jej trakcie zostałoby wyjaśnione, z czego wynika taka konsekwencja w pozbawianiu sportowców prawa do należytego zdyskontowania własnych sukcesów sportowych.
Tekst został opublikowany na stronach Dni Marketingu Sportowego 2010 www.dms2010.pl