Polscy przedsiębiorcy oszczędzają na prawnikach, oszczędzają na rzecznikach patentowych, oszczędzają na tym wszystkim, co wydaje im się mało istotne albo na czym znają się „intuicyjnie”. Potem niestety dość często okazuje się, że ta intuicja zawodzi – podkreśla prof. Urszula Promińska, specjalista w dziedzinie prawa własności przemysłowej i prawa zwalczania nieuczciwej konkurencji, współautorka komentarza Prawo własności przemysłowej, doradca kancelarii Wardyński i Wspólnicy.
Pani Profesor, w ostatnim czasie sukcesywnie rośnie liczba postępowań o unieważnienie znaków towarowych zarejestrowanych przez Urząd Patentowy. Z czego może to wynikać?
Z tego typu sytuacją mogą się wiązać najrozmaitsze przyczyny. Sądzę jednak, że jedną z nich jest zmniejszenie się zakresu symboli, które można zarejestrować, jak również coraz wyższe wymagania – zwłaszcza w zakresie zdolności odróżniającej znaku towarowego – jakim muszą sprostać przedsiębiorcy chcący zarejestrować znak. Nasza procedura rejestracji znaku towarowego dotknięta jest pewną wadliwością. Mianowicie urząd patentowy rejestruje najpierw znak i dopiero wtedy, kiedy prawo ochronne na ten znak zostaje udzielone, rozpoczyna się bieg terminu do wniesienia sprzeciwu. Zatem najpierw dochodzi do rejestracji znaku a dopiero potem do jego ewentualnego unieważnienia. A ponieważ zakres zbioru, z którego można czerpać, jest ograniczony, po rejestracji często okazuje się, że zarejestrowany znak nie zawsze spełnia wymagania, które spełniać powinien. I koło się zamyka.
Część przedsiębiorców podnosi, że to koło zamykać się będzie jeszcze bardziej. Na rynku znane są sytuacje, kiedy duże firmy rejestrują wszelkie możliwe warianty znaku - nie po to jednak żeby chronić znak, ale po to żeby wyeliminować konkurencję.
To prawda. Dlatego warto zastanowić się nad obecnymi regulacjami – a w zasadzie nad ich interpretacją. Na gruncie ustawy o znakach towarowych z 1985 roku obowiązywała zasada akcesoryjności znaku. Zgodnie z nią, przedsiębiorca mógł wnieść o rejestrację znaku towarowego tylko dla swojego przedsiębiorstwa i tylko dla towarów lub usług objętych przedmiotem jego działalności. Krótko mówiąc, znak zarejestrować mógł tylko przedsiębiorca mający już na rynku zorganizowaną bazę i produkujący oznaczony towar bądź świadczący oznaczone usługi...
…Czyli na przykład funkcjonujący na rynku producent czekolady chcący wprowadzić nowe czekoladki…
Otóż to. Dzięki jasno sformułowanej zasadzie akcesoryjności blokowanie rejestru nie było możliwe, a z pewnością ograniczone. Dziś takie blokowanie jest niestety na porządku dziennym. Mimo tego, bowiem, że istnieje obowiązek używania znaku towarowego, za naruszenie którego grożą sankcje – na czele z wygaśnięciem prawa do znaku towarowego - jeśli nie używa się go nieprzerwanie przez 5 lat, to przez te pięć lat można blokować rejestr. A pięć lat na rynku to bardzo długi okres.
Z drugiej jednak strony rejestracja znaku towarowego jest prawem, z którego można korzystać. Jeżeli tylko przedsiębiorca spełnia wymagania ustawy, to nie wolno mu z tego tytułu postawić zarzutu. „Prior tempore, potior iure” – pierwszeństwo w czasie daje lepsze prawa. To słynna zasada, która obowiązuje od lat. Oczywiście ta zasada nie jest bezwzględna i ma swoje granice wyznaczone dobrymi obyczajami, złą wiarą itd. Każdy przypadek trzeba jednak rozpatrywać indywidualnie.
Dzięki stosowaniu tej zasady dochodzi jednak czasem do kuriozalnych sytuacji. Jedna z firm zajmujących się produkcją czekolady zarejestrowała prawo do czekoladowego zajączka, po czym występowała przeciwko konkurentom o bezprawne wykorzystywanie zarejestrowanego znaku…
Dlatego jeśli w konkretnej sprawie i z konkretnych okoliczności możemy wywieść, że zachowanie przedsiębiorcy narusza normę dotyczącą zdolności odróżniającej jakiegoś symbolu, możemy wystąpić o unieważnienie znaku. Możemy też próbować powoływać się w procedurze na zasady ogólniejsze - związane z uczciwością w obrocie gospodarczym. Ale od razu powiadam – jest to nadzwyczaj trudne. Prawo z rejestracji znaku towarowego to prawo formalne i wprzęganie w nie zasad o charakterze ogólnym nie zawsze jest możliwe. Poza tym Urząd Patentowy w trakcie formalnej procedury rejestrowej nie zawsze jest w stanie ocenić zamiar wnioskodawcy, a zatem ustalić, czy zgłoszeniu znaku towarowego towarzyszy zła wiara w postaci, np. rejestracji znaku w celu wyeliminowania albo ograniczenia konkurencji.
Czy pani zdaniem obecne obowiązujące przepisy w zakresie rejestracji znaków towarowych są dobre?
Prawo to system, który trzeba budować spójnie. Musi istnieć korespondencja pomiędzy ustawami regulującymi podobną problematykę. Tymczasem od lat w doktrynie podnoszony jest problem stosunku pomiędzy ustawą o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji a prawem własności przemysłowej. Na gruncie obu tych regulacji powstał między innymi problem, czy używany a niezarejestrowany znak towarowy jest gorszy od zarejestrowanego znaku? Albo czy Urząd Patentowy powinien przypisywać znaczenie faktycznemu używaniu znaku towarowego i uznawać to za przeszkodę rejestracji takiego samego znaku lub podobnego przez kogoś innego, choćby przez uznanie żądania rejestracji za dokonane w złej wierze? To są zagadnienia, które niestety wskazują na brak synchronizacji części rozwiązań prawnych. Ponadto, nasz system gospodarczy budował się żywiołowo, oparty był na inicjatywie indywidualnej, hasło „co niezakazane, to dozwolone” było przez długi czas hasłem sztandarowym. Dziś odczuwamy tego fatalne reperkusje społeczne i gospodarcze.
Co należałoby zatem zmienić? Jakie są największe mankamenty regulacji o ochronie własności dóbr przemysłowych?
Niestety nie jestem specjalistką w zakresie procedury – zawłaszcza procedury administracyjnej, a na tej procedurze opiera się przede wszystkim postępowanie przed Urzędem Patentowym, wobec czego nie chciałabym wypowiadać się w sposób autorytatywny. Myślę jednak, że należałoby zreformować postępowanie rejestrowe. Dziś mamy dwie procedury – rejestrową i badawczą. W procedurze rejestrowej bada się tylko i wyłącznie zgodność z formalnymi wymaganiami ustawy. Procedura badawcza dotyczy patentów, prawa ochronnego na znak towarowy i prawa ochronnego na wzór użytkowy. W trakcie tej procedury bada się zdolność rejestrową dóbr – nie tylko pod kątem formalnym, ale również z punktu widzenia wymagań prawa materialnego. I w tym tkwi istota problemu. Bo choć prawo materialne ma swoje mankamenty, to zawarte w nim rozwiązania są nowoczesne i zasadniczo spójne z rozwiązaniami wspólnotowymi. To, co szwankuje, to wykładnia tych przepisów – zwłaszcza w wykonaniu Urzędu Patentowego. I to właśnie wymaga zmiany.
Chodzi zatem chyba o rzecz najtrudniejszą… zmianę sposobu podejścia. Chyba łatwiej niekiedy zmienić prawo...
Zmiana prawa jest absolutnie ostatnią rzeczą, o której warto myśleć. Powinno się robić naprawdę wszystko w kierunku dobrej interpretacji przepisów. I tak długo jak się da tą interpretacją pokrywać mankamenty samego brzmienia przepisu, trzeba to robić. Nie ma bowiem niczego gorszego niż ciągła zmiana stanu prawnego. To powoduje poczucie braku stabilności i braku pewności prawa.
A czy ten brak pewności prawa – a w zasadzie brak świadomości jego istnienia – nie występuje już dziś? Na ile przedsiębiorcy są świadomi własnych praw i obowiązków?
Niestety ta świadomość nie jest zbyt wysoka. Polscy przedsiębiorcy - zwłaszcza drobni - oszczędzają na prawnikach, oszczędzają na rzecznikach patentowych, oszczędzają na tym wszystkim, co wydaje im się mało istotne albo na czym znają się „intuicyjnie”. Potem niestety dość często okazuje się, że ta intuicja zawodzi.
Od piętnastu lat wydaję opinie jako ekspert w dziedzinie znaków towarowych. W ciągu tych piętnastu lat spotkałam się tylko z dwiema sytuacjami, w których najpierw zamówiono projekt znaku towarowego u plastyków, a następnie skierowano do mnie pytanie, czy taki znak towarowy spełnia wszystkie cechy, jakie decydują o dopuszczalności jego rejestracji.
Zwykle o wydanie opinii proszona jestem na etapie, kiedy przedsiębiorca jest pozywany albo wzywany do zaniechania naruszenia znaku towarowego – czyli już po fakcie. Dobra niematerialne nie cieszą się nadal należnym im poważaniem wśród większości przedsiębiorców.
W polskiej mentalności jest niestety zakodowane, że tam gdzie wchodzi w grę intelekt, pewna wrażliwość, estetyka, tam nie mamy do czynienia z poważną pracą, a w konsekwencji z wymierną wartością majątkową.
Dlaczego przedsiębiorcy powinni interesować się rejestrem prowadzonym przez Urząd Patentowy?
Bo dzięki temu mogą najzwyczajniej w świecie uniknąć kosztów. Rejestry są jawne. Przyjmuje się zatem, że każdy zainteresowany wie, jakie znaki są już zarejestrowane, a jakie nie. W sytuacji zatem gdy przedsiębiorca złoży wniosek o rejestrację znaku takiego samego lub znacząco podobnego do już ujawnionego w rejestrze dla towarów choćby podobnych, można mu przypisać nienależytą staranność w wyborze znaku. Jeśli w wyniku takiego zarzutu unieważniona zostanie rejestracja, przedsiębiorca musi wyprowadzić towar z rynku, zmienić znak itd. – ponosi więc koszty wprowadzenia produktu na rynek od samego początku. W dodatku traci też na własne życzenie klientów, którzy zdążyli się w międzyczasie przyzwyczaić do oznakowanego towaru. Przedsiębiorcy powinni zatem interesować się rejestrem dla własnego dobra.